Przejdź do głównej zawartości

Emily Bronte - "Wichrowe Wzgórza" [Clevleen]

Jeżeli tylko napotykam na recenzje tej książki, zawsze są one pozytywne. Nic więc dziwnego, że w końcu postanowiłam po nią sięgnąć, chociaż wciąż miałam mieszane uczucia. Z jednej strony zachęcały mnie pozytywne opinie i cudowna okładka, z drugiej zaś był wiek utworu oraz tematyka. Jednak postanowiłam się przełamać. Czy żałuję? Czy naprawdę jest tak dobra jak wszyscy piszą?

Mały chłopiec, Heathcliff, jako osierocone dziecko trafia do domu Earnshawów. Wychowując się w tej zamożnej rodzinie, obdarza odwzajemnioną miłością Katarzynę, córkę swoich przybranych rodziców. Prześladowany przez przyszłego dziedzica Hindleya, poznaje też smak nienawiści. Gdy przekonuje się, że konwenanse mogą pokonać nawet najsilniejszą miłość, znika na trzy lata, aby powrócić jako dysponujący fortuną niewiadomego pochodzenia, demoniczny i bezwzględny mściciel. Od tego momentu nikomu w rodzinie nie będzie łatwo znaleźć własne szczęście.
Opisz brzmi intrygująco.  Jednak po tej książce, tak wychwalanej przez wszystkich, spodziewałam się o wiele, wiele więcej.

Przede wszystkim zaskoczył mnie język. Niby był stylizowany na stary, tymi przesadnymi grzecznościami, ale miejscami miałam wrażenie, że akcja wcale się nie dzieje kilka wieków temu. Bardzo mnie to irytowało i zniechęcało, bowiem nie czułam takiego klimatu, jakiego oczekiwała.

Cała fabuła rozczarowała mnie podobieństwem do tragedii. Wszystko jakoś tam sobie leci i nagle... Bach! I wszyscy wąchają kwiatki od spodu. To była zupełna porażka i największa wada tej książki. Szczególnie, że tragedia opiera się na litości i współczuciu. Aby jednak móc to odczuwać należy mieć jakąś więź z bohaterami, której nawiązanie w tej książce okazało się po prostu niemożliwe. Bohaterowie strasznie mnie irytowali. Wszyscy bez wyjątku. Byli przemądrzali, egoistyczni i bardzo zmienni. Na jednej stronie postać była kompletnie inna niż na drugiej. Raz spokojna, raz wybuchowa. Trzymało się to "kupy", jednak ta zmienność zniechęciła mnie i uniemożliwiła utożsamianie się z postaciami. Miałam ochotę nie raz i nie dwa palnąć bohaterów w łeb i zapytać się co on/ona robi.






Ale nie mogłabym nie wspomnieć o największym plusie całej historii, czyli narracji. Historia z przeszłości opowiadana w teraźniejszości - cudo! A jeszcze to, że przeplata się to z wydarzeniami teraźniejszymi. Po prostu mnie to zachwyciło.

Sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy. Wydarzenia są logiczne i wywodzą się jedno z drugiego. Często dzieją się rzeczy nieoczekiwane i to jest właśnie najlepsze! Nie jest to taki typowy romans.Dlatego też ta książka, ta fabuła i pomysł tak bardzo mi się spodobały. Lubię nietypowe książki, a ta na pewno taka jest.

Myślę, że jest to naprawdę wartościowa książka, jednak nie każdy ją zrozumie i nie każdy przez nią przebrnie z powodu jej, nie oszukujmy się, licznych wad. Osobiście wiele wyniosłam z tej książki, jednak pewnych kwestii wciąż nie rozumiem. Dlatego za parę lat odświeżę sobie tą lekturę. Mam nadzieję, że spodoba mi się równie mocno co teraz!

Komentarze

  1. Nie jestem do niej do końca przekonana :/ Może kiedyś!

    OdpowiedzUsuń
  2. miałam to kiedyś w planach, ale jakoś mnie chęć opuściła

    OdpowiedzUsuń
  3. Naczytałam się zachwytów nad nią i jak już zaczęłam czytać to się rozczarowałam. Strasznie się nią zmęczyłam, i językiem tą całą tragedią... Osobiście wolę książki Jane Austen - też klasyka a czyta się lekko i przyjemnie.
    ściskam :* Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Eee... skoro to tragedia to raczej nic dla mnie. Mam już ich serdecznie dość po tych wszystkich lekturach. Chociaż w sumie musiałabym sama sprawdzić czy mi się spodoba.
    Pozdrawiam :)
    http://life-ishappiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bohaterowie faktycznie byli irytujący. Ich zachowanie doprowadzało mnie do szału - ta ich bezceremonialność była 'trochę' nietypowa jak na tamte czasy ;) Ostatecznie książka mi się podobała, ale fanką Emily Bronte nie jestem :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jakub Ćwiek - "Grimm City. Wilk!" [Ada]

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam książkę w zapowiedziach, nie byłam do niej przekonana. Jakaś część mnie podpowiadała mi, że to raczej nie dla mnie.  Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, iż warto dać tej powieści szansę, toteż postanowiłam ją przeczytać. Czy tego żałuję? 
Ponura, spowita obłokami tłustej czerni metropolia to miejsce, gdzie o sprawiedliwość równie trudno, co o bezchmurne niebo. Zbudowane na ciele olbrzyma,napędzane jego smolistą krwią i odłamkami węglowego serca trwało w dawno ustalonym porządku. Do teraz. Na przestępczą scenę wkracza właśnie bezkompromisowo Nowy Gracz, a oficer policji Wolf zostaje brutalnie zamordowany we własnym domu. Czy te fakty się łączą? I czy czerwony płaszcz z kapturem zaobserwowany u głównej podejrzanej w sprawie zabójstwa czyni ze sprawy zbrodnię na tle religijnym?
Jakub Ćwiek tym razem funduje nam gorzki brutalny kryminał noir w niezwykłym świecie inspirowanym amerykańskim podziemiem przestępczym lat dwudziestych i trzydziestych. W mieśc…

Poznaj nas! - Book TMI Tag

Cześć!
Lubicie tagi? Bo ja bardzo. Zwłaszcza te, w których nad odpowiedziami trzeba się chwilę zastanowić.
W tym tagu zdecydowanie tak jest, a biorąc jeszcze pod uwagę, że pytań jest całkiem sporo, to lepiej już zacznijmy.




1. Która fikcyjna postać ma najlepszy styl?
Ada: Bardzo podoba mi się styl Clary Fray z Darów Anioła.
Clevleen: Nigdy nie skupiałam się na tym jak ubierają się postacie, dlatego podam tu jedyną, jaka przychodzi mi do głowy, czyli Jessamine z Mechanicznego Anioła.

2. Twoje fikcyjne zauroczenie?
Ada: Oczywiście, że Jace oraz Daemon. Uwielbiam ich!
Clevleen: Percy!

3. Czy kochałaś kiedyś postać, a potem zaczęłaś ją nienawidzić?
Ada: Nie miałam jeszcze takiej sytuacji. Na ogół jest tak, że jak jakąś postać lubię, to nie zaczynam jej nienawidzić. A jak jakąś postać nienawidzę, to nie zaczynam jej lubić. Czasami zdarza się, że postać, którą z początku nienawidziłam, nagle polubiłam. Odwrotnej sytuacji jeszcze nie miałam.
Clevleen: Aż tak skrajnie, to nie, ale Katniss z Igrzysk Śmi…

Zakładkomania #1 - Błyszcząca zakładka

Cześć!
Dzisiaj kolejna nowa seria, czyli Zakładkomania! Będziemy Wam tu pokazywać jak zrobić zakładki, a na końcu zazwyczaj będziecie mogli znaleźć zakładki do wydrukowania (będą one dostępne w stronie "zakładki")

Aby zrobić taką błyszczącą zakładkę potrzebujemy:
papieruołówkalinijkinożyczek błyszczącej taśmy washi tapeewentualnie: sznurek do ozdoby i dziurkacz W pierwszym kroku wycinamy cztery paski papieru grubości naszej taśmy.

Kolejnym krokiem jest sklejenie ich końców. Najpierw dwa paski pod kątem prostym, następnie doklejamy kolejny kawałek papieru na pasek będący na spodzie. Ostatni doklejamy do drugiego paska. Jest to pokazane na zdjęciu obok i mam ogromną nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Następnie bierzemy jeden z zewnętrznych pasków i zginamy go pod kątem prostym. Powinien wtedy znajdować się obok pasków po przeciwnej stronie.
Potem bierzemy drugi zewnętrzny pasek i zginamy go w ten sam sposób. Powtarzamy to do momentu uzyskania satysfakcjonującej nas długości lub …